|
|
wtorek, 19 września 2006
przy fajce
Tak sobie myślę, co bedzie alej i nic mi nie przychodzi do głowy...powiem więcej, pie....przy mnie to, żeby nie użyć bardziej niecenzuralnych słów....ten który kazał mi żyć w taki sposób, chyba postradł wszelkie rozumy...albo bawi się w najlepsze ogladając mnie na tej ku...wa ziemskiej arenie...gdybym stanął teraz pred obliczem najwyższego z njwyższych zadałbym mu jeno pytanie - dlaczego każe mi kochać, wciska w moje jestestwo taką potrzebę, jednocześnie uniemożliwiając mi jej realizację....
Miałem w swoim życiu 8 facetów - to przez 4 lata, które przeżyłem jako świadomy pedał daje - dwóch na rok - uważam, że to dużo....już swoje przeżyłem...kochałem, nienawidziłem, krzyczałem, płakałem, czułem głód, milczałem, marzyłem, pracowałem, pomagałem, pocieszałem.....więc już chyba trochę nabyłem się człowiekiem - i szczerze mówiąc mam dość...bo ku...wa ile można?
Teraz czuję do tego wszystkiego dystans....czasami się nawet śmieję z tych wszystkich małych tragedii, ktorych byłem świadkiem lub uczestnikiem....a podobno dystans do życia to oznaka dojrzałości...najlepsza filozofia na życie to - pierd...lenie wszystkiego....więc czynię to....co nie oznacza, ze nie przestałem myśleć.....a jak zauważyłem myslenie o moim pedalstwe zajmuje mi bardzo zużo czasu....trudno ie wpaść w paranoję....ciągłe zastanawianie sie, czy ktoś wie...a jeśli tak, to co?...co teraz zrobić?....jak dalej żyć?....co będzie za 5 lat...co będzie za 10 lat, kiedy będę zaczynał dziadzieć....sam...bo kto zostanie z dziadem?....pewnie za 10 lat będę płacił jakimś 20latkom za seks od czasu do czasu....heh...śmieszne
Podobno geje żyją średnio ok 45 lat...więc pociesza ów fakt, że męczarnia nie potrwa długo....bo dałbym w pysk każdemy, kto powiedziałby, ze "takie życie jest piękne"...znam osoby, które uciekają przed podobnymi myślami w zabawę....tzw. imprezowiczki....korzystają z życia póki mogą...póki ciałą jędrne i gładkie....pewnie maja racje....ja niestety do imprezowiczek nie należę...jakoś nie odczuwałem nigdy takiej potrzeby...i pewnie będę tego żałował.
Taaa...było ośmiu facetów w moim życiu - policzyłem wszystko, każdego partnera eksualnego, dl jasności - spałem z każdym z nich wierząc, że coś z tego wyjdzie....i ch...j....zawsze wśród idylli, niczym grom z jasnego nie ba słyszałem - kocham cię, ale chcę mieć dzieci...kocham, ale mam żonę....kocham, ale zasługujesz na coś lepszego....nie mogę się w tobie zakochać, bo nie zasługuję na ciebie.....hehe.....piękne....je.....bie mnie to już teraz.
Jestem sam, wszystko układa się po mojej myśli, robię, to co chce i wszystko zapowiada się naprawdę optymistycznie...ale w tym wszystkim brakuje mi jakiegoś celu...nie wiem, poco ja to wszystko robię?....na jaki ch...j.....ehhh...żałosne, ale prawdziwe.....wywaliłem to z sibie i już mi lepiej...
zapalę jeszcze jedną fajkę dla zdrowotności duszu i kładę się spać...jutro znów będę myślał...jak zwykle za dużo.....
środa, 06 września 2006
Wino i List
Natura coraz częsciej dawała o sobie znać. Mówiąc natura, używam pewnego eufemizmu, bo oczywiście chodziło o seks.....najzwyklejszy seks...bliskość innego ciała....usta piękące od kolącej brody po namiętnym całowaniu...porozrzucane ubrania.... ...w takich to właśnie okolicznościach poznałem Roberta (czytaj - czat)....już kiedyś, gdzieś go widziałem.....a może tak mi się wydawało....Robert był dwa lata starszy ode mnie.....mieliśmy spotkać się w samochodzie na krótką chwile wzajemnej przyjemności....poprostu musiałem to zrobić....wszystko się we mnie gotowało i musiałem jakoś ten nadmiar energi z siebie wyrzucić....
NIe wiem, dlaczego...ale zawsze podobała mi się chwila ciszy, kiedy, dwóch facetów się sobie podoba....tak jakoś mimochodem ktoś pierszy zbliża swoją nogę....później rękę....nikt niby niczego nie chce...a powietrze aż krzyczy od nadmiaru hormonów....pocałunek zawsze zdarza się wtedy, jakoś przy okazji...bez patrzenia w oczy...tak jakby dwóch facetów wstydziło się tego, co robi....
Robert....ładny chłopak....spokojna dusza....powiedziałe, ze jest w moim mieście tylko przejazdem...na szkoleniu....więc, bardzo mi to odpowiadało....nie chciałem poznawać ludzi od siebie....bałem się....więc Robert spadł mi jak z nieba.....los jednak chciał, ze obydwoje wpadliśmy sobie....w ...heh...w oko....
Nie pisałbym o tym przelotnym romansie, gdyby nie fakty, które nastąpiły później....
Spotykałem się z nim w różnych miejscach....zawsze, kiedy on był moim mieście.....dziwił mnie tylko fakt...że bywa tutaj tak czesto...pzecież mieszka bardzo daleko stąd....opowiadałem o sobie....on zawsze milczał...lub zdwkowo odpowiadał..ja wierzyłem we wszystko, co mówił...jak "naiwny i głupi chłopiec"
Umówiliśmy się, ze spędzimy jakąś zajebistą noc u mnie....cały wieczór...cała noc i poranek.....tak też zrobiliśmy....było świetnie....szczegółów opisywać nie będę, bo nie mam aż tak wylewnej natury....fakt jednak aktem, że było .....barzo naturalnie.
Gdzieś około 3.00 nad ranem....oglądaliśmy film....i piliśmy wino....on prztulił się do mnie by po chwili podnieść głowę i powiedzieć, że nigdy jeszcze nikt się tak nim nie opiekował....mi widawało się to naturalne...tymbardziej, ze Robert był zajebistym chłopakiem...takim.."z byskiem w oku"..więc zależało mi na spotkaniach z nim...i na nim samym.....
Bardzo istotny fakt - na początku tego miłego potkania...dostałem od niego prezent....wino i pewien atlas z listem w środku....zdziwiłems ie bardzo kiedy zobaczyłem kopertę....zapytałem, co to jest - on odpowiedział, ze to są rzeczy, ktrych nie mógł mi powiedzieć prosto w oczy...i chciałby, zebym przeczytał to, dopiero po jego wyjściu......
Była już 5.00......niestety, nie mógł zostać, dłuzej...musiał jechać...bo w końcu czekała go daleka droga....w radiu puszczali właśnie Anię Dąbrowską - Charlie Charlie, kiedy staliśmy przy drzwiach w obięciach.....słychać było słowa piosenki - "Charlie Charlie, był mą podróżą dziką, uwolnił mnie...po tak namiętnej nocy jak wierzyć, ze odszedł"..............Robert się rozpłakał....mówił, ze już tęskni...ale jakoś dziwnie znałem już te łzy....widziałem już kiedyś coś takiego....
Wyszedł.....chwilę odczekałem....OTWORZYŁEM KOPERTĘ....wyjąłem starannie złożona kartkę....niebieska papeteria....ładne pismo....napiał całe dwie strony..........cóż się okazało:
wyliczył to wszystko w punktach...więc ja czynię to samo:
1. Mieszkam w tym samym mieście, co ty, całkiem niedaleko, aż dziwne, ze się kiedyś na siebie nie natknęliśmy
2. Mam żonę od dwóch lat, nie układa nam sie najlepiej
3. Wiem, że jestem taki sam, jak Ci wszyscy faceci, któych poznałeś przede mną
Dalej kajał się w prochach i popiołach, mówił o sobie używając dziwnych słów...oskarżał sie o kłamstwo i głupotę.....mam jeszcze ten list
Zatkało mnie...bo okazało się, ze niczego dotychczasowe życie mnie nie nauczyło...NICZEGO...dalej byłem naiwnym i głupim chłopcem....Wyjąłem wino..otworzyłem...wypiłem duszkiem....przewróciłem się na łóżko i zasnałem....
poniedziałek, 14 sierpnia 2006
Jest już po 4.00....ale jakoś nie mogę zasnać...więc napiszę coś jeszcze.
Stanęliśmy na tym, że wyjechałem z małego miasteczka do wielkiego miasta...przez pierwsze dwa lata studiów bardzo się w sobie zamknąłem...nie wiem dlaczego...nie analizuję tego okresu....oddałem się studiowaniu i świata nie widziałem poza uczelnią i mieszkaniem, które wówczas wynajmowałem...dosłowanie....jak jakiś mnich żyłem...zero znajomych...nie wiem, co się stało....w szkole średniej byłem duszą towarzystwa....tutaj było inaczej....nie wiedziałem, ze zareaguję takim autyzmem.....
Taka oschłość trwała 2 lata...nic się wtedy nie wydarzyło....zupełnie...byłem zwyczajnym studentem...mnóstwo jest takich....
Na 3 roku przeprowadziłem się do innego mieszkania...w pokoju obok żyła sobie parka młodych ludzi...dziewczyna i chłopak....fajni ludzie...nie wynosili się ponad przeciętność...chyba dobrze nam się wtdy ze sobą żyło...to oni namówili mnie na internet (teraz nie wiem, jak mogłem bez tego żyć)....do tego czasu nie zdawałem sobie sprwy z tego, że istnieją stony dla kochających - inaczej.....naprawdę....poprostu się tym nie interesowałem....widywałem oczywiście czasami fimy o tej tematyce, które ogladałem z zapartym tchem....myślałem jednak..w wej naiwności i głupocie małomiasteczkowej...że takie rzeczy zdarzają sie ludziom daleko stąd.....
Po raz pierwszy wszedłem na czat (gejowski)....zimą na 3 roku....zaskoczyła mnie obfitość osób....nie wiedziałem, ze to zjawisko miało aż takie rozmiary....to własnie na tym głupim czacie poznałem R.......umówiliśmy się nstępnego dnia...hehe....pamiętam, ze jeszcze tego samego wieczoru, kiedy po raz pierwszy ze sobą rozmawialiśmy podałem mu numer telefonu...oczywiście zadzwonił.....gadaliśmy jakąś godzinę...serce waliło mi jak oszalałe...bałem sie, ze ktoś mnie usłyszy, ze ktoś może podsłuchać tą rozmowę....przyjdzie i powie, ze tu mieszka pedał i co wtedy?....może to było głupie...ale ja byłem wówczas naiwnym i przestraszonym chłopcem....Cały proces decydowania o tym, czy się z nim spotkam trwał chyba w nieskończoność....chciałem..ale jednocześnie bałem sie jak diabli...chorernie się bałem....że ktoś mnie zauważy...że to, że tamto....kiedy jechałem w umówione miejsce myślałem, ze zejdę na zawał....albo, że łeb mi pęknie z natłoku myśli..... Zobaczyłem świetnego chłopaka...blondyn....nienawidziłem blondynów...ale ten jakoś dziwnie mi się podobał...R miał wówczas 25 lat....teraz to ja mam 25...hehehe.....jak się dowiedziałem....z czasem....był policjantem....bi Wtedy nie wiedziałem jeszcze z czym to się wiążę...
Kiedy tylko go zobaczyłem, zauważyłem, że też ma cielęce spojrzenie...tak jak Koszykarz...hehe....ciekawe....no nic...długo rozmawialiśmy.....to całe spotkanie trwało chyba jakieś 5 godzin...po czym on oświadczył, że..."Warto zainwestować we mnie uczucia"....nigdy wcześniej nikt mi czegoś takiego nie powiedział....byłem w szoku...tym bardziej, ze chorernie mi się podobał...
Spotykaliśmy się codzinnie....doszło do tego, że zacząłem u niego nocować, a on opowiadał mi rówżne "piękne" rzeczy...kiedy dzisiaj to sobie przypominam....uważam się za bardzo naiwnego i głupiego chłopca...
...Siedziałem u niego na kanapie....on na poczatku...zaraz obok na krześle....rozmawialiśmy....wtedy on wstał....podszedł....usiadł obok mnie.....myślałem, że serce wyskoczy mi ze strachu....chciałem jednak żeby tak waliło....dotknął mojej dłoni...ja odruchowo cofnąłem swoją...on zaczął się śmiać....więc ja też się śmiałem....zwyczajnie byłem przerażony....nigdy żaden facet mnie nie dotykał w taki sposób...to była egzotyka jak okiem sięgnął...zamilkł...położył swoją dłoń na mojej...zrobiło mi się gorąco....nie patrzyłem na niego...spuściłem głowę i broniłem się przed tym, zeby nie zrobić jakiejś głupoty...wtedy mnie objął.....WTEDY COŚ WE MNIE PĘKŁO!!!!......dosłownie pękło....to było coś niesamowitego...czas się zatrzymał i chciałem, żeby to tak trwało w nieskończoność....wtedy zacząłem robić rzeczy, których zupełnie nie kontrolowałem....wystarczyło, ze czułem jego zapch i dotyk i zaczeliśmy się przytulać....jednak to nie było tylko przytulanie...ja cały się trzęsłem....nie wiem dlaczego....tak jakby coś ze mnie wyłaziło...tak jakby, jakieś stworzenie przegryzło klatkę i uciekło.....nic nic...aż nagle wywaliło się wszystko ze mnie....kiedy on na mnie spojrzał z odległości kilku centymetrów, myślałem, ze zapadne sie pd ziemię....ze wstydu....nie wiem, dlaczego...tak sie wtedy czułem i tyle...R patrzył...patrzył...zbliżył się i pocałował mnie....to było jak wsadzenie mokrego palca w gniazdko pod napięciem.....
Mógłbym tak opisywać tą całą silankę, która trwała...hmm..4 miesiące...to była dosłownie sielanka...zakochałem się....i wydawało mi się, ze on też...przynajmniej tak mówił...zresztą, to on pierwszy powiedział - KOCHAM CIĘ
(...) R...był jednak bi....a ja o tym zapominałem...do tego...chciał mieć dzieci....
nic nie mogłem poradzić....pewnego dnia, kiedy miałem do niego przyjechać, poprostu nie zadzwonił....była 1.00 w nocy...pojechałem pod jego mieszkanie....zadzwoniłem...odezwał sie głos...wszedłem do środka...w mieszkaniu ciemno...R siedzi na łóżku....płacze...."Kuba, nie możemy być razem"....to zabiło mnie na kolejne 2 lata...znów się zamknąłem w sobie...pamiętam, że rozbeczałem sie wtedy, jak dziecko...a kiedy wracałem nad ranem do swojego mieszkania...własnie tego ranka, było zaćmienie słońca , a w radio usłyszałem pewną piosenkę - tzw wyciskacz łez.....tak jakby świat chciał mnie dobić....
Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy...gdzieś poza miastem...tłumaczył, ze rodzina naciska..że koledzy w pracy, ze to, ze tamto....nic nie dała moja bezsensowana walka....
Dwa tygodnie później wyjeżdżałem....dowiedziałem się, ze R...zaręczył się i za 4 miesiące ślub....hehehe...z najlepszą przyjaciółką...
To był czas, kiedy chodziłem zupełnie załamany, kładłem się o 2.oo...wstawałem o 5.00....wyłaziłem na miasto....błądziłem po parkach....patrzyłem bez sensu na przechodzących ludzi....wracałem do domu o 12.00....nic nie jadłem....bałem się zostać sam....
Któregoś dnia podeszła do mnie Cyganka.....popatrzyła na mnie...a siedziałem wówczas na ławce w jednym z utejszych parków...powiedziała - "A ja ci coś powiem"....odpowiedziałem, ze nie chcę...ona na to, ze nie ucieknę przed tym....i dalej - "Zaczarujesz jeszcze nie jedną miłość, ale i tak, żadna miłość nie zostanie z tobą na zawsze, sam będziesz"...po czym chciała ode mnie pieniędzy....powiedziałem, zeby spierd.....i poszedłem....
Rok żyłem tak jakbym był trupem....później było coraz lepiej....jednak do tej pory, to wszystko gdzieś jeszcze się we mnie tli....minęłł 1,5 roku...zima....wieczór...wracałem z francuskiego...szedłem małą uliczką....wtedy zobaczyłem jego samochód...ktoś siedział wewnątrz....poszedłem dalej...po chwili słyszę głos.....KUBA!.....znany mi głos....coś znów we mnie pękło...odwróciłem się...stał na chodniku pod latarnią...nie widziałem twarzy...tylko czarną postać w płaszczu....nie wiedziałem, czy podejść....coś mnie jednak pchało do przodu....kiedy go zobaczyłem...czułem się, tak jak tamtej nocy, kidy dotknął mnie poraz pierwszy....
-Słyszałem, ze jesteś już zaobrączkowany? - powiedziałem....przytaknął....Boze, jak on się na mnie patrzył....wydawałomi się, ze płakał....spuścił wzrok....Nie wiedziałem co powiedzieć.... - Co u Ciebie słychać? - zapytał......ten głos mnie rozpierd.....lał.....pikawa waliła mi z całej siły, jaka jej jeszcze została....popatrzyłem na zegarek...i choć to była ostatnia rzecz jakiej wtedy chciałem - powiedziałem, że jestem umówiony ze znajomymi i muszę już uciekać.....nie czekałem na pożegnanie...poprostu się odwróciłem i pobiegłem....po drodze oczywiście beczałem jak lala...ale nikt mnie nie widział....było ciemno i pusto...a ja myślałem, ze zwariuję.....minęły już 3 lata...długo go nie widziałem...bardzo długo....czas wszsytko przytłumił....nie czuję już żalu...ani gniewu....to coś co było między nami..siedzi gdzieś we mnie....i jest tylko moje.....
Przejrzałem kilka tych blogów z cyklu "jestem gejem"....no i jestem, ciekawe co takiego przyjdzie mi teraz do głowy. Nie da się jednak ukryć, że jest to kurcze jedyne miejsce, gdzie mogę z siebie wyrzucić te wszystkie brudy bez zaczerwienionych policzków. Kim jestem - ano mam 25 lat, własnie skończyłem studia i od października zaczynam staż....marzy mi się onkologia...ale to n razie tylko marzenia.
To, że jestem gejem (do tej pory z trudem wymawiam to zdanie), odkryłem tak naprawdę w wieku 22 lat...fakt, ze wcześniej się coś tliło, dziwne przeczucie, że normalny nie jestem...chyba już w podstawówce zwracłem uwagę na kolegów..ale cóż...wówaczas myślałem sobie, ze to wina tego chorernego dojrzewania i że za jakiś czas mi przejdzie...no i ...nie przeszło...
Do 22 roku życia nie znałem żadnego geja...albo mi się tak tylko wydawało...przez moje życie przeplatały się jakies dziewczyny, ale już słowo "jakieś " tumaczy, jak podchodziłem do tych pseudozwiązków....zwyczajnie mnie nie interesowały....niby z jakąś byłem...ale wszyscy przecież mieli jakies dziewczyny, więc dlaczego ja miałbym takiej nie mieć...Zupełnie nie interesował mnie wówczas seks...a może nie interesował mnie seks z kobietą, a innej opcji nie zakładałem
Pamiętam, ze w szkole średniej miałem kolegę - koszykarza....zajebitnie wysoki...no i chorernie przystojny...ale ja ...naiwny i głupi...myślałem, ze on się wszystkim podoba...poprostu jest ładny...i tyle...on miał dziewczynę....na imię miała - Joanna...pięknie....cóż...Ta cała Joanna, nie przeszkadzała mu w gonitwach za mną...dosłownie w gonitwach....bo na każdej przerwie poprostu prześladował mnie podszczypywaniem....tak....biegaliśmy po korytarzach....dziwne...prawie dorośli faceci gonili się po korytarzach szkoły....hehe...do tej pory się z tego śmieje...nikt na to nie zwracał uwagi...nawet dla mnie, to była zupełnie normalna zabwa....JEDNAK...coś mi wtedy nie grało..albo wręcz przeciwnie - coś mi bardzo odpowiadało....miał bardzo dziwne spojrzenie...teraz określiłbym je jako - cielęce - takie słodkie oczy....bardzo dziwnie się na mnie patrzył...BARDZO DZIWNIE....ja jednak w swej głupocie i naiwności, jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, co mogło to znaczyć....ja gej?...nieee....to nie mieściło się w moim światopoglądzie...wmawiałem sobie, ze mi to z czasem przejdzie...że to głupie chłopięce zabawy.....Pewnego razu, czekałem po lekcjach na pociąg....buła straszna zawierucha...zima....więc nie wychodziłem nigdzie...czekałem na szkolnym korytarzu...do stacji było blisko....Przyszedł mój koszykarz....staliśmy sami....podszedł do mnie...ja stałem oparty o parapet....on wsunął jedną swoją nogę między moje i tak stał...patrzył się na mnie...nie wiedziałem jak zareagować...uśmiechał się....oparł się o parapet i zbliżył swoją twarz.....oczywiście strzeliłem buraka.....on dalej patrzył....teraz bardziej poważnie.....przestraszyłem się..ale już od tego czasu wiedziałem, ze w tym dziwnym układzie stworzonym przy szkolnym parapecie, coś mi odpowiadało....bardzo mi odpowidało.....Byłem jednak naiwnym i głupim chłopcem, do tego przestraszonym....spojrzałem na zegarek....powiedziałem, ze muszę uciekać....taaaaa....teraz zrobiłbym coś zupełnie innego...ale choć bardzo tego chcę, czasu już nie cofnę.....podszczypywanki i gonitwy trwały do matury, na bal maturalny on przyszedł ze swoją dziewczyną...ja też kogoś zaprosiłem....później wyjechałem na studia....a Koszykarza....już nigdy nie spotkałem.....zacząłe sie nowy etap w moim życiu...ale to już zupełnie inna historia....
|